m u z y k a
Pierwszy dzień bycia studentem nigdy nie jest łatwy. Ekscytacja towarzysząca temu wydarzeniu jest bardziej boleśnie rozpierająca energią, niż zażycie pigułki ekstazy.
Namjoon wciągnął głośno powietrze nosem, napawając się zapachem jego nowego; pierwszego własnego mieszkania. Kawalerka, jeszcze miejscami pusta, wydawała się być ogromna dla żyjącego od niedawna samotnie blondyna.
Jego własne cztery kąty były wypełnione po same brzegi wczesnymi, październikowymi promieniami słonecznymi.
Fakt, że dwudziestolatek jest teraz zupełnie samodzielny, uderzył go gdy wstał z łóżka, i zdał sobie sprawę, że za nie całą godzinę ma swoje pierwsze w życiu zajęcia na akademii. Białowłosy wbiegł szybko do kuchni, potykając się, po tym, jak próbował naprędce włożyć na siebie spodnie. Gdy podniósł się już z chłodnej posadzki i roztarł bolące miejsce wyciągnął z szafki miskę, do której nasypał sobie trochę płatków czekoladowych.. Uśmiechnął się tępo myśląc o tym, co go dzisiaj czeka.
Akademia Sztuk Pięknych, czy też jak kto woli, ASP- to tutaj ulokował swoją przyszłość Kim Namjoon, samotny dwudziestolatek, mieszkający w kawalerce w samym centrum tętniącego życiem Seulu (samotny, nie licząc jego wiernej, drewnianej kochanki, sztalugi imieniem Jinnie). Sztuka była dla niego czymś, co można było nazwać pewnego rodzaju perwersją; osobistym fetyszem. Zapach farb przyprawiał go o dreszcze, a uczucie pędzla przeciąganego po płótnie było zapisane w jego pamięci tak daleko, jak tylko sięgał myślami. Zawsze marzył o tym, aby żyć niezależnie, z tego, co kocha- z tworzenia. Nie obchodziły go jego zarobki, był przygotowany na najgorsze. Pieniądze na „czarną godzinę” odkładał od liceum, i zawsze pluł sobie w twarz, gdy tracił je na coś tak błahego jak wieczorne wypady ze znajomymi.
Blondyn w pośpiechu założył na stopy buty, a do torby schował saszetkę z pędzlami i farbami akrylowymi.
Chłopak złapał najbliższy autobus, który kierował się w stronę jego nowej uczelni, i zajął miejsce obok starszej pani. Jego usta rosły w coraz większą i większą uśmiechniętą podkowę im więcej ulic mijali.
Serce zabiło mu mocniej, gdy jego oczom ukazała się stara, wykonana z czerwonej cegły szkoła.
Przystanek cel życiowy, pora wysiadać.
Namjoon zakrył sobie usta dłonią, aby nie krzyknąć z zachwytu, na widok wnętrza akademii-marmurowa podłoga, białe ściany, na których widniały najlepsze prace, tablica ogłoszeń okryta czerwonym, satynowym materiałem, a także duża kafeteria, znajdująca się po prawej stronie od drzwi.
Była godzina 9:55, gdy dotarł (ledwo zipiąc z podniecenia i ekstazy) pod drzwi sali numer 101. Tam czekała już grupka dziesięciu osób, głównie dziewczyn, co nieco rozczarowało blondyna. Było tam zaledwie trzech chłopaków, którzy niestety, bądź stety, na pierwszy rzut oka nie byli w guście chłopaka w tlenionych włosach.
-Hej hej, blondas!- krzyknął w stronę Joona jeden z trzech, brunet o czarnych oczach, ubrany w czarną bluzę Hood by air.
-Witaj w ekipie, jestem Jung Hoseok, a to Kim Taehyung i Park Jimin.- przedstawił siebie i pozostałą część „drużyny” brunet.
-Kim Namjoon, miło mi poznać. Mam nadzieję, że dobrze będzie się z wami pracować!- krzyknął dumnie dwudziestolatek, na co reszta zareagowała gromkim śmiechem.
-Stary, nie tak sztywno, chill out- rzucił Hoseok, wyjmując ze swojej torby pół litrową butelkę przezroczystego płynu.
-Tak na zakumplowanie się, żeby nasze relacje szły „czysto”- puścił perskie oko kończąc zdanie, i wręczając trunek stojącemu z otwartymi szeroko ustami Namjoonowi. Schował szybko wódkę do plecaka, będąc pod wrażeniem otwartości nowego kolegi.
Z małym spóźnieniem salę zaczął otwierać wykładowca, na którego widok cała siódemka dziewczyn zaczęła dziko piszczeć.
Pierwszy dzień bycia studentem nigdy nie jest łatwy. Ekscytacja towarzysząca temu wydarzeniu jest bardziej boleśnie rozpierająca energią, niż zażycie pigułki ekstazy.
Namjoon wciągnął głośno powietrze nosem, napawając się zapachem jego nowego; pierwszego własnego mieszkania. Kawalerka, jeszcze miejscami pusta, wydawała się być ogromna dla żyjącego od niedawna samotnie blondyna.
Jego własne cztery kąty były wypełnione po same brzegi wczesnymi, październikowymi promieniami słonecznymi.
Fakt, że dwudziestolatek jest teraz zupełnie samodzielny, uderzył go gdy wstał z łóżka, i zdał sobie sprawę, że za nie całą godzinę ma swoje pierwsze w życiu zajęcia na akademii. Białowłosy wbiegł szybko do kuchni, potykając się, po tym, jak próbował naprędce włożyć na siebie spodnie. Gdy podniósł się już z chłodnej posadzki i roztarł bolące miejsce wyciągnął z szafki miskę, do której nasypał sobie trochę płatków czekoladowych.. Uśmiechnął się tępo myśląc o tym, co go dzisiaj czeka.
Akademia Sztuk Pięknych, czy też jak kto woli, ASP- to tutaj ulokował swoją przyszłość Kim Namjoon, samotny dwudziestolatek, mieszkający w kawalerce w samym centrum tętniącego życiem Seulu (samotny, nie licząc jego wiernej, drewnianej kochanki, sztalugi imieniem Jinnie). Sztuka była dla niego czymś, co można było nazwać pewnego rodzaju perwersją; osobistym fetyszem. Zapach farb przyprawiał go o dreszcze, a uczucie pędzla przeciąganego po płótnie było zapisane w jego pamięci tak daleko, jak tylko sięgał myślami. Zawsze marzył o tym, aby żyć niezależnie, z tego, co kocha- z tworzenia. Nie obchodziły go jego zarobki, był przygotowany na najgorsze. Pieniądze na „czarną godzinę” odkładał od liceum, i zawsze pluł sobie w twarz, gdy tracił je na coś tak błahego jak wieczorne wypady ze znajomymi.
Blondyn w pośpiechu założył na stopy buty, a do torby schował saszetkę z pędzlami i farbami akrylowymi.
Chłopak złapał najbliższy autobus, który kierował się w stronę jego nowej uczelni, i zajął miejsce obok starszej pani. Jego usta rosły w coraz większą i większą uśmiechniętą podkowę im więcej ulic mijali.
Serce zabiło mu mocniej, gdy jego oczom ukazała się stara, wykonana z czerwonej cegły szkoła.
Przystanek cel życiowy, pora wysiadać.
Namjoon zakrył sobie usta dłonią, aby nie krzyknąć z zachwytu, na widok wnętrza akademii-marmurowa podłoga, białe ściany, na których widniały najlepsze prace, tablica ogłoszeń okryta czerwonym, satynowym materiałem, a także duża kafeteria, znajdująca się po prawej stronie od drzwi.
Była godzina 9:55, gdy dotarł (ledwo zipiąc z podniecenia i ekstazy) pod drzwi sali numer 101. Tam czekała już grupka dziesięciu osób, głównie dziewczyn, co nieco rozczarowało blondyna. Było tam zaledwie trzech chłopaków, którzy niestety, bądź stety, na pierwszy rzut oka nie byli w guście chłopaka w tlenionych włosach.
-Hej hej, blondas!- krzyknął w stronę Joona jeden z trzech, brunet o czarnych oczach, ubrany w czarną bluzę Hood by air.
-Witaj w ekipie, jestem Jung Hoseok, a to Kim Taehyung i Park Jimin.- przedstawił siebie i pozostałą część „drużyny” brunet.
-Kim Namjoon, miło mi poznać. Mam nadzieję, że dobrze będzie się z wami pracować!- krzyknął dumnie dwudziestolatek, na co reszta zareagowała gromkim śmiechem.
-Stary, nie tak sztywno, chill out- rzucił Hoseok, wyjmując ze swojej torby pół litrową butelkę przezroczystego płynu.
-Tak na zakumplowanie się, żeby nasze relacje szły „czysto”- puścił perskie oko kończąc zdanie, i wręczając trunek stojącemu z otwartymi szeroko ustami Namjoonowi. Schował szybko wódkę do plecaka, będąc pod wrażeniem otwartości nowego kolegi.
Z małym spóźnieniem salę zaczął otwierać wykładowca, na którego widok cała siódemka dziewczyn zaczęła dziko piszczeć.
- A tym co jest, huh? Okres mają, czy jak?- spytał zdziwiony
blondy , parskając śmiechem.
-Stary, chyba nie wiesz co mówisz.-rzucił półszeptem brunet, którego wyraz twarzy zmienił się na drastycznie poważny.
Nauczyciel otworzył na oścież drzwi, wpuszczając grupę do środka. Namjoon zlustrował wzrokiem jego twarz, i ku jemu zdziwieniu, kryło się w niej coś niepokojącego. Mężczyzna wydawał się być bardzo młody, może i nawet w jego własnym wieku. Miał modnie ścięte, jasno brązowe włosy, oczy koloru gorzkiej czekolady, a jego twarz była wykrzywiona w poirytowanym grymasie. Namjoon syknął z niesmakiem, odwracając szybko wzrok wykładowcy, który teraz świdrował jego ciało, mógłby przyrzec, że na wylot.
Chłopak szybko zajął miejsce na samym tyle klasy, próbując uchronić się przed przerażającym wzrokiem swojego nowego nauczyciela. Ku jego zdziwieniu reszta męskiej części grupy postąpiła tak samo, dosiadając się do jego rzędu- tylko płeć piękna pędziła jak najbliżej biurka, na którą z głośnym trzaskiem rzucił swój dziennik ciemnooki.
-Teraz się zacznie, Namjoon, bądź uważny- zaśmiał się cicho Kim Taehyung, dając nowemu koledze kuksańca w bok.
-Ty, tak, do Ciebie mówię, Rudzielcu- ryknął niezbyt męskim (co nie było przez dwudziestolatka przewidziane) głosem „przywódca”.
-WYNOŚ SIĘ Z SALI, I NIE PRZYCHODŹ NA MOJE ZAJĘCIA Z TAKIM CHOLERNYM HUMORKIEM, ZROZUMIANO?- dokończył, wrzeszcząc głosem trenera psów, czy też co gorsza, nauczyciela gimnazjalistów.
-Tak jest, sir- pisnął rudowłosy, szybko wybiegając z klasy, ledwo łapiąc w „locie” swoją torbę.
-Wybaczmy pewnym idiotom mały incydent- zaczął Pan Grymaśny, nerwowo ściskając mostek nosa.
-Nazywam się Kim Seokjin, i od dzisiaj będę waszym wykładowcą na zajęciach z malarstwa. I tak, odpowiem zanim padnie takie pytanie, mam zaledwie dwadzieścia dwa lata. I tak, ten Kim Seokjin, jestem nauczycielem za ładną buźkę, to oczywiste.
I w momencie gdy wykładowca wypowiedział ponownie swoje imię i nazwisko, Namjoon prawie spadł z krzesła. Kim Seokjin. Seokjin. TEN Seokjin. Sławny malarz wywodzący się z prestiżowej rodziny, który w wieku 10 lat otworzył swoją pierwszą wystawę. Nazywany przez cały świat "złotym malarzem XXI wieku". Był na ustach każdego od dwunastu lat bez żadnej przerwy.
Blondyn zadrżał w ekscytacji, gdy do jego ławki podszedł sławny artysta, rozsiewając na około woń róż, brzoskwini, wszystkiego co kojarzyło się młodszemu z pasją i wolnością.
-Stary, chyba nie wiesz co mówisz.-rzucił półszeptem brunet, którego wyraz twarzy zmienił się na drastycznie poważny.
Nauczyciel otworzył na oścież drzwi, wpuszczając grupę do środka. Namjoon zlustrował wzrokiem jego twarz, i ku jemu zdziwieniu, kryło się w niej coś niepokojącego. Mężczyzna wydawał się być bardzo młody, może i nawet w jego własnym wieku. Miał modnie ścięte, jasno brązowe włosy, oczy koloru gorzkiej czekolady, a jego twarz była wykrzywiona w poirytowanym grymasie. Namjoon syknął z niesmakiem, odwracając szybko wzrok wykładowcy, który teraz świdrował jego ciało, mógłby przyrzec, że na wylot.
Chłopak szybko zajął miejsce na samym tyle klasy, próbując uchronić się przed przerażającym wzrokiem swojego nowego nauczyciela. Ku jego zdziwieniu reszta męskiej części grupy postąpiła tak samo, dosiadając się do jego rzędu- tylko płeć piękna pędziła jak najbliżej biurka, na którą z głośnym trzaskiem rzucił swój dziennik ciemnooki.
-Teraz się zacznie, Namjoon, bądź uważny- zaśmiał się cicho Kim Taehyung, dając nowemu koledze kuksańca w bok.
-Ty, tak, do Ciebie mówię, Rudzielcu- ryknął niezbyt męskim (co nie było przez dwudziestolatka przewidziane) głosem „przywódca”.
-WYNOŚ SIĘ Z SALI, I NIE PRZYCHODŹ NA MOJE ZAJĘCIA Z TAKIM CHOLERNYM HUMORKIEM, ZROZUMIANO?- dokończył, wrzeszcząc głosem trenera psów, czy też co gorsza, nauczyciela gimnazjalistów.
-Tak jest, sir- pisnął rudowłosy, szybko wybiegając z klasy, ledwo łapiąc w „locie” swoją torbę.
-Wybaczmy pewnym idiotom mały incydent- zaczął Pan Grymaśny, nerwowo ściskając mostek nosa.
-Nazywam się Kim Seokjin, i od dzisiaj będę waszym wykładowcą na zajęciach z malarstwa. I tak, odpowiem zanim padnie takie pytanie, mam zaledwie dwadzieścia dwa lata. I tak, ten Kim Seokjin, jestem nauczycielem za ładną buźkę, to oczywiste.
I w momencie gdy wykładowca wypowiedział ponownie swoje imię i nazwisko, Namjoon prawie spadł z krzesła. Kim Seokjin. Seokjin. TEN Seokjin. Sławny malarz wywodzący się z prestiżowej rodziny, który w wieku 10 lat otworzył swoją pierwszą wystawę. Nazywany przez cały świat "złotym malarzem XXI wieku". Był na ustach każdego od dwunastu lat bez żadnej przerwy.
Blondyn zadrżał w ekscytacji, gdy do jego ławki podszedł sławny artysta, rozsiewając na około woń róż, brzoskwini, wszystkiego co kojarzyło się młodszemu z pasją i wolnością.
-Wybacz mi, ale czy my się już nie spotkaliśmy?- spytał
Seokjin, nie czekając na odpowiedź.
-Pogadamy po zajęciach.- dokończył, odchodząc od jego
stolika, i uciszając krzykiem piski dziewcząt.
Tak, po zajęciach.
Tak, po zajęciach.

NIE MAM POJĘCIA O KIM TO BYŁO, ALE BYŁO FAJNE, PRZYJEMNIE SIĘ CZYTAŁO, CHOCIAŻ TEKST TROCHĘ ZA SZEROKI I OCZY MNIE ROZBOLAŁY. CZEKAM NA PEDALSTWO I POZDRAWIAM
OdpowiedzUsuńOMG
OdpowiedzUsuńCzekałam na tego ficka niecierpliwie...tak jestem twoją cichą fanką z twittera ^^
★
Jestem bardzo ciekawa czy oni faktycznie się wcześnie spotkali :)
W prawie wszystkich ff Jin jest tym spokojnym, grzecznym i ułożonym więc nie powiem zdziwiło mnie zachowanie Jina, ale nie powiem to taka miła odmiana :D
★
~ Kuuki