
Życie Jina zostało wepchnięte w dłonie Namjoona, a życie Namjoona zostało wepchnięte w dłonie Jina. Nic nie mogło toczyć się bez obecności drugiej osoby, która jak anioł bez widocznych skrzydeł przytrzymywała świat w pionie. Zupełnie jak osoba uzależniona od narkotyków, tak samo uzależnieni byli od siebie blondyn i brunet.
Seokjin był heroiną.
Kwaśną Herą, od której można było doznać cudownego relaksu.
Monster był kokainą.
Czystą, białą koką, od której dostawało się potężnego kopa.
*
Zimowe, blade promienie słoneczne wdarły się przez okno kawalerki, rażąc blond-włosego po oczach. Przeciągnął się on leniwie na materacu, słysząc nieprzyjemne strzyknięcie w stawach. Chłopak uchylił powieki, patrząc wprost na do połowy przykryte kocem, nagie plecy Jina.
Namjoon uśmiechnął się delikatnie, wędrując palcem wzdłuż kręgosłupa starszego i kreśląc kciukiem wzory na jego śnieżno białej, nieskazitelnej skórze. Rapmon podniósł się lekko, opierając się na lewym łokciu i nachylając swoją twarz nad ciałem Seokjina. Zakreślił nosem kilka okrążeń po zewnętrznej stronie jego ucha, cicho szepcząc mu tekst jego piosenki.
Tak zaczynał się każdy poranek- z jednym wyjątkiem.
31 grudnia, koniec roku kalendarzowego, dzień w którym cały świat świętuje!
Dzień w którym Jin zachorował.
Była godzina 4 nad ranem, gdy Rapmona obudziły jęki jego przyjaciela. W półmroku dostrzegł sylwetkę Jina, który zwijał się w pozycji embrionalnej w odległości kilku metrów od ich wspólnego materaca. Blondyn wyskoczył z pod otulającego go koca, próbując pozbyć się sennej nietrzeźwości.
-Jinnie, co się stało- burknął zaspanym głosem, okrywając swoimi ramionami starszego i sprowadzając go do pozycji siedzącej.
-Proszę, nie doty…-przerwał w połowie zdania, wymiotując na podłogę.
Rapmonster zaklął pod nosem, otwierając okno i idąc do łazienki po wiadro i ścierę.
Podał choremu szklankę z wodą, okrywając go kocem, widząc jak ten drży od gorączki.
-Przepraszam-szepnął ochrypniętym głosem brunet, upijając łyka przezroczystego napoju.
-Nie przepraszaj, nie ma przecież za co…to nie twoja wina, że się rozchorowałeś. Powiedz mi teraz tylko, co dokładnie Ci jest, a ja zdobędę jakieś table-
-Nie-urwał szybko Jin- żadnych leków. Nie chcę.
-Nie bądź śmieszny-parsknął w odpowiedzi blondyn.
-NIE, NIE CHCĘ TWOJEJ PIERDOLONEJ LITOŚCI!
Namjoon otworzył ze zdziwienia usta, słysząc krzyk chłopaka. Dlaczego był taki zły?
Młodszy odczuł także złość, jakby zaraźliwą epidemię irytacji, którą rozniósł po pokoju Seokjin.
-Wychodzę.-rzucił Rapmonster, łapiąc za zimową kurtkę i trzaskając drzwiami od ich wspólnego mieszkania.
*
Mroźne, grudniowe powietrze uderzyło w nagrzaną twarz Rapmonstera, sprawiając że ten przymknął łzawiące oczy i przystanął na chwilę, chowając się między uliczkami.
Słone krople zaczęły spływać mu po policzkach, okalając jego szczękę, i płynąc szyją rozbijając się o sweter dwudziestolatka.
Ich pierwsza sprzeczka. Ich pierwszy konflikt. Ich pierwsza kłótnia.
-31 grudnia-sapnął spazmatycznie blondyn
-Dlaczego akurat dzisiaj, kiedy mieliśmy razem świętować? Idiota, idiota, idiota!- krzyknął, uderzając pięścią w mur. Kilka płatów tynku opadło na ziemię, a knykcie chłopaka zaczęły krwawić, plamiąc tym samym jego szarą puchówkę.
*
Jin nie wiedział co zrobić ze swoim ciałem, nie wiedział jak zachować się w sytuacji takiej jak ta- gdzie się podziać? Jego chłopak zniknął gdzieś, nie dając znaków życia.
Zbliżała się godzina 20, kiedy Seokjin zwlókł się wreszcie z podłogi i ubrał się w jego strój „wyjściowy”, składający się z jeansów i wzorzystej koszuli.
Cel-bar.
Już u wejścia został mile przywitany przez barową załogę-niskiej barmanki i kilku szczupłych kelnerek, które pokiwały przyjacielsko w jego stronę.
Jin postarał się odwzajemnić uśmiech, i mimo dokuczającego mu bólu całego ciała udał się do stolika po lewej stronie. Usiadł samotnie, prosząc do siebie jedną z kobiet.
-Seul…bi? -przymrużył oczy, próbując przeczytać imię z jej plakietki. Skinęła w odpowiedzi głową.
-Dwa piwa.
Około godziny 23:00 brunet usłyszał jak drzwi do lokalu otwierają się, a do pomieszczenia wchodzi grupa wysokich mężczyzn, przystojnych, lecz widocznie starszych i bardziej umięśnionych od niego. Wiedział co go czeka od samego początku gdy ich zobaczył- był celem. Dla dorosłych osób takich jak one był on jedynie zabaweczką, którą mieli upić a następnie wykorzystać, zostawiając go potem nietrzeźwego na ławce z pobliskim parku.
Wiedział z doświadczenia.
-Niech mnie ktoś uderzy, niemożliwe! Seokjin!- rzucił najwyższy z nich z chytrym uśmiechem na twarzy, siadając na miejscu obok.
-Kope lat, co?- zaśmiał się nerwowo chłopak, poprawiając kołnierz swojej koszuli i spuszczając wzrok.
Plan mężczyzn układał się idealnie, do akcji wkraczało coraz więcej i więcej alkoholu, a stolik powoli zaczął zapełniać się pustymi butelkami. Brzuch Jina bolał coraz bardziej, sprawiając że on sam chciał wyć z bólu i płakać.
-To jak malutki, wyjdziemy się przejść?- powiedział dryblas, przybliżając się znacznie do bruneta i owiewając jego twarz wonią soju.
-Chyba po moim trupie, skurwolu.
W tym momencie świat zawirował- przed stolikiem grupki stanął Rapmonster, jednym ruchem dłoni zrzucając wszystkie butelki z blatu. Nie był trzeźwy, ani spokojny. Wziął w pięść kołnierz rosłego mężczyzny, przybliżając jego twarz do swojej.
-Zrobisz coś mojej księżniczce, a zakatrupię.-złapał bruneta za dłoń i wybiegł razem z nim z baru, nie chcąc doprowadzić do bójki.
Obydwaj płakali- sami nie wiedzieli, czy to bardziej z rozpaczy, czy ze szczęścia, że znowu się widzą, czy też może z bólu.
Emocje były zmieszane, tworząc niebezpieczną mieszankę.
Dziewczęcy charakter Jina wziął górę- chłopak złapał młodszego za ramiona, sprawiając aby ten się zatrzymał. Łkał i wył jak hiena.
-I..idi…oto!
Namjoon chwycił go w swoje ramiona, także łkając i ledwo co mówiąc.
-Ni..ee mów t….ak…. o mni-e!
Szarpali się, Jin próbując się uwolnić, a Rapmonster starając się zatrzymać starszego w swoim uścisku. Cała ta sytuacja wymieszana z ich nietrzeźwością doprowadziła do kolizji.
Wylądowali w pobliskim rowie, patrząc razem na Sylwestrowe niebo.
00:00
-Szczęśliwego Nowego Roku, Księżniczko
-Namjoon, jesteś idiotą.-powiedział Seokjin, mdlejąc z osłabienia.

Płaczę, po prostu płaczę ze śmiechu. Nie wiem w sumie czy właśnie takiej oczekiwałaś reakcji, ale no, wybacz.
OdpowiedzUsuńMój ulubiony moment "Wylądowali w pobliskim rowie, patrząc razem na Sylwestrowe niebo."
Rozdział oceniam 8/10, gdyż sądzę, iż przydałby Ci się ktoś do sprawdzania tekstu zanim go opublikujesz (gdyby co, to znam kogoś, kto mógłby pomóc)
Anyway, keep going
podoba mi się strasznie, najbardziej jak oboje się rozpłakali
OdpowiedzUsuńi czekam na dalszą część c:
Czy bedzie dalsza cześc tego opowiadania? ♡♥
OdpowiedzUsuńJuz myślałam ze zabijesz Jina czy cis w tym stylu..
OdpowiedzUsuńSuper się czytało; )