Obudziła go suchość w gardle i żrący ogień, wypełniający jego klatkę piersiową. Mimo że w środku jego ciała, organizm cały wrzeszczał i wyrywał się, aby uciec, to mięśnie, jakby nieusłuchane, nie chciały nawet drgnąć. Walczył z całych sił, aby zrobić coś, by dać znak życia.
Nagła fala energii przepłynęła niczym prąd wzdłuż jego ramienia, kumulując się w czubku palca, który drgnął.
Jin zachłysnął się powietrzem, gwałtownie łapiąc dłoń młodszego. Nadgarstkiem otarł łzy spływające po jego policzku, i czekał z rosnącą w gardle gulą na przebudzenie Joona.
Szpitalna aparatura piszczała niemiłosiernie, a zapach sterylnych i odkażonych sali drażnił nozdrza blondyna. Delikatnie uchylił powieki, zupełnie, jakby bał się, że ktoś zaraz znów potraktuje go gazem pieprzowym.
-Joonie, jak się cieszę, że się obudziłeś….jak się czujesz?- spytał z dosłyszalnym w głosie przejęciem, głaszcząc delikatnie blondyna po głowie.
-Jest…jest okej-zachrypiał Namjoon, kaszląc. – Możesz mi wytłumaczyć, proszę, co się stało?
Brunet przełknął głośno ślinę, spuszczając wzrok.
-Pewnie trudno będzie Ci w to wszystko uwierzyć. –westchnął, pocierając dłonią o swoje czoło. Jego ręce były lekko sine ze zdenerwowania, na ustach dało się dostrzec głębokie zadrapanie, które przeszywało je na wskroś.
-Tobie uwierzę zawsze-skinął głową dwudziestolatek, dając tym znak, że jest gotowy usłyszeć wszystko- nawet to, że jest adoptowany, albo że umarł, a teraz rozmawia z duchem.
-Ci, którzy Cię napadli, to…to trójka twoich znajomych z roku. Park Jimin, Kim Taehyung, Jung Hoseok. Nie bój się, policja już ich aresztowała, grozi im kilka lat więzienia.- przerwał na chwilę historię, spoglądając na twarz Kim Namjoona, który wydawał się być teraz w wielkim szoku. Jego usta rozwarły się, zupełnie jakby brakło mu powietrza, a oczy zaszły szkłem. Chłopak parsknął, pozwalając łzom wylać się spod jego powiek.
-Śmieszne. Naprawdę. Wydawali się być tacy…tacy…mili… nie sądziłem, że ktoś, to zna mnie od tak krótkiego czasu, potrafi być do tego zdolny… Dlaczego oni…
-To moi psychofani. Przepraszam, to moja wina, że tego nie upilnowałem. –przerwał blondynowi Seokjin, patrząc mu głęboko w zapłakane oczy.
-Udało mi się ich jakoś dorwać i przytrzymać, zanim przyjechała policja. Dlatego wrzasnąłem. Pewnie narobiłem Ci jeszcze więcej strachu, co?- zaśmiał się, przygryzając zranione usta.
Przez następne dziesięć minut siedzieli w ciszy, płacząc.
you see yourself in another way
I try my best but I don't ever change
*
-Wypisz mnie stąd. Czuję się już dobrze, naprawdę.- powiedział spokojnym głosem blondyn, nie ukazując na swojej twarzy żadnych uczuć.
-Skąd ten pośpiech…? Przecież jesteś cały poobijany…
-Chcę z tobą malować. Proszę, wypisz mnie stąd natychmiast. – zażądał, a Seokjin zamarł na ułamek sekundy, po czym uśmiechnął się lekko.
Po 15 minutach stali już na przystanku autobusowym. Była godzina 19:00, na dworze było już zupełnie ciemno, a nocne ogniki rozświetlało niebo nad parą.
Jin schował twarz w grubym, wełnianym szalu. Namjoon pociągnął go do środka autobusu, odwracając się na chwilę w jego stronę, uśmiechając się szeroko.
Jedyne czego blondyn teraz pragnął, to poczuć pociągnięcie pędzla po płótnie, a także dotyk starszego chłopaka. Został zbyt mocno zraniony, aby wyleczyć się samodzielnie. Potrzebował czyjejś bliskości i troski. Chciał poczuć się kochany.
Wysiedli przed akademią, do której wielkich drzwi podeszli razem, trzymając się za ręce. Z racji na godzinę uczelnia była już zamknięta- nie było to jednak problemem, z racji tego, że Jin był tutaj wykładowcą. Wyjął z kieszeni klucz do bocznego wejścia, które prowadziło do zaplecza kafeterii.
-Zróbmy sobie kawy, i chodźmy do sali malarskiej.-powiedział
Namjoon, podchodząc do ekspresu.
Gdy w dłoniach trzymali już kubki z gorącym napojem, ruszyli w stronę ich celu. Blondyn stawał się coraz bardziej podekscytowany, myśląc o tym, co go czeka.
Sala malarska przywitała ich zapachem farb olejnych. Wciągnęli głośno powietrze nosem. Jin podszedł do sztalugi, patrząc na czyste płótno. Przejechał po nim dłonią, czując pod swoimi palcami szorstki materiał.
-Dzisiaj nie chcę malować na płótnie. Chcę malować na tobie.- szepnął Namjoon,
patrząc na rumieniące się powoli policzki starszego.
Chłopak ujął dłonie Jina, sięgając po paletę leżąca na biurku. Zamoczył pędzel w wodzie, a następnie rozmieszał granatową farbę. Joon przechylił swój ciężar na stronę bruneta, sprawiając że ten leżał na blacie ławki. Wskoczył on obok, siadając na mężczyźnie okrakiem. Ujął jego dłoń, zaczynając malować.
-Uchwycę dzisiejsze niebo, bo było piękne. Prawie tak piękne, jak ty.- szepnął z uśmiechem na
ustach, tworząc małe, białe gwiazdki, na liniach papilarnych leżącego pod nim malarza.
Gdy skończył swoje dzieło, zbliżył swoją twarz do twarzy wykładowcy, spoglądając mu w oczy z odległości kilku centymetrów.
-Teraz nie możesz nic robić, póki farba nie zaschnie- powiedział, i nie czekając na odpowiedź starszego, mocno pocałował go w okalane szramą usta.
Brunet cicho jęknął, jakby na znak protestu. Mimo tego, że Namjoon mu zakazał, położył swoje pomalowane dłonie na jego szyi, zostawiając odbitki rozgwieżdżonego nieba na jego karku.
-Teraz jesteś tak samo idealny, jak dzisiejsze niebo.- zaśmiał się Jin, rozmazując na nosie młodszego plamkę z farby.
-Nigdy nie będę tak samo idealny, jak ty, Złoty Malarzu. –uśmiechnął się blondyn, przytulając mocno Jina.
Teraz byli już bezpieczni.
Let me take your heart
Love you in the dark,
No one has to see
Gdy w dłoniach trzymali już kubki z gorącym napojem, ruszyli w stronę ich celu. Blondyn stawał się coraz bardziej podekscytowany, myśląc o tym, co go czeka.
Sala malarska przywitała ich zapachem farb olejnych. Wciągnęli głośno powietrze nosem. Jin podszedł do sztalugi, patrząc na czyste płótno. Przejechał po nim dłonią, czując pod swoimi palcami szorstki materiał.
-Dzisiaj nie chcę malować na płótnie. Chcę malować na tobie.- szepnął Namjoon,
patrząc na rumieniące się powoli policzki starszego.Chłopak ujął dłonie Jina, sięgając po paletę leżąca na biurku. Zamoczył pędzel w wodzie, a następnie rozmieszał granatową farbę. Joon przechylił swój ciężar na stronę bruneta, sprawiając że ten leżał na blacie ławki. Wskoczył on obok, siadając na mężczyźnie okrakiem. Ujął jego dłoń, zaczynając malować.
-Uchwycę dzisiejsze niebo, bo było piękne. Prawie tak piękne, jak ty.- szepnął z uśmiechem na
ustach, tworząc małe, białe gwiazdki, na liniach papilarnych leżącego pod nim malarza.
Gdy skończył swoje dzieło, zbliżył swoją twarz do twarzy wykładowcy, spoglądając mu w oczy z odległości kilku centymetrów.
-Teraz nie możesz nic robić, póki farba nie zaschnie- powiedział, i nie czekając na odpowiedź starszego, mocno pocałował go w okalane szramą usta.
Brunet cicho jęknął, jakby na znak protestu. Mimo tego, że Namjoon mu zakazał, położył swoje pomalowane dłonie na jego szyi, zostawiając odbitki rozgwieżdżonego nieba na jego karku.
-Teraz jesteś tak samo idealny, jak dzisiejsze niebo.- zaśmiał się Jin, rozmazując na nosie młodszego plamkę z farby.
-Nigdy nie będę tak samo idealny, jak ty, Złoty Malarzu. –uśmiechnął się blondyn, przytulając mocno Jina.
Teraz byli już bezpieczni.
Let me take your heart
Love you in the dark,
No one has to see